poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Jak dwie krople wody?


Wśród ludzie jest wiele fenomenów. Ostatnio zastanawiał mnie ten, dotyczący wyglądu. Czy możliwe jest, że na świecie istnieje bardzo ograniczona ilość typów urody? Czy każdy z nas ma kilku, kilkunastu, może dużo dużo więcej „bliźniaków”?

Wszystko zaczęło się od opowieści Mamity. Ludzie w naszej, bądź co bądź średniej wielkości, mieścinie kłaniają się jej, zaczepiają, pozdrawiają. Niby nic szczególnego, jednak. No właśnie, jednak ona ich w ogóle nie zna. Czy zatem mieszka tam też ktoś tak łudząco podobny do Mamity? Jak często Was ktoś pomylił z kimś innym?

Jestem typem obserwatora, lubię przyglądać się ludziom. Niejednokrotnie zauważyłam fizyczne podobieństwo między obcymi osobami. Ten sam typ urody, podobny zarys nosa, kształt twarzy, charakterystyczny uśmiech lub rozstawienie oczu. Zdarza się, że ktoś przypomina jakąś postać z bajek (być może tylko mi się to tak kojarzy, trudno), Gofer z Kubusia Puchatka, myszka z Brygady RR, etc. Zastanawia mnie, z czego to wynika. Skoro nasz fenotyp jest determinowany przez geny, to czy oznacza to, że istnieje bardzo ograniczona ilość genów i ich mieszanek? Zapewne tak jest, tylko jak bardzo mała jest ta liczba, że tak często spotykamy podobnych ludzi.

Podobieństwo fizyczne to nurtujący temat w jeszcze jednej kwestii – związków damsko-męskich. Udało mi się zauważyć, że często w małżeństwach, tudzież parach, partnerzy są do siebie fizycznie podobni. Niekiedy widać to od razu, innym razem trzeba się mocniej przyjrzeć, by znaleźć wspólne cechy. Niby nic takiego – ot, dwoje ludzi się kocha. A że są jakoś tam podobni wizualnie – kto by się przejmował! Ok. A co jeśli szczęście gwarantuje nam podobieństwo. Generalnie są dwie szkoły. Z jednej strony podobieństwom razem po drodze, w drugiej zaś, przeciwieństwa się przyciągają.

Czy  to możliwe, że jeżeli nie jesteśmy nasz partner nie jest do nas podobny, to nie jest ten jedyny? Czy powinniśmy szukać dalej? Czy podświadomie do założenia rodziny wybieramy naszych wizualnych bliźniaków? Czy to jest gwarancją wiecznego szczęścia? Z całą pewnością nie można uogólniać i ślepo podążać za wymysłami własnej wyobraźni. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że natura sprytnie robi to za nas. Pierwsze wrażenie tak bardzo się liczy! Nie każdy wzbudza w nas pozytywne emocje, nie z każdym chcemy porozmawiać, umówić się na kawę. Do jednych nas ciągnie, na innych nawet nie spojrzymy.


Ciężko stwierdzić coś jednoznacznie, każdy ma własne przemyślenia. Moja teoria jest taka: Być może dążymy do bliższego kontaktu, bo widzimy w tych ludziach siebie. A jak tu siebie nie lubić! ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz