Wśród ludzie jest wiele fenomenów. Ostatnio zastanawiał mnie ten, dotyczący wyglądu. Czy możliwe jest, że na świecie istnieje bardzo ograniczona ilość typów urody? Czy każdy z nas ma kilku, kilkunastu, może dużo dużo więcej „bliźniaków”?
Wszystko zaczęło się od opowieści
Mamity. Ludzie w naszej, bądź co bądź średniej wielkości, mieścinie kłaniają
się jej, zaczepiają, pozdrawiają. Niby nic szczególnego, jednak. No właśnie,
jednak ona ich w ogóle nie zna. Czy zatem mieszka tam też ktoś tak łudząco
podobny do Mamity? Jak często Was ktoś pomylił z kimś innym?
Jestem typem obserwatora, lubię
przyglądać się ludziom. Niejednokrotnie zauważyłam fizyczne podobieństwo między
obcymi osobami. Ten sam typ urody, podobny zarys nosa, kształt twarzy,
charakterystyczny uśmiech lub rozstawienie oczu. Zdarza się, że ktoś przypomina
jakąś postać z bajek (być może tylko mi się to tak kojarzy, trudno), Gofer z
Kubusia Puchatka, myszka z Brygady RR, etc. Zastanawia mnie, z czego to wynika.
Skoro nasz fenotyp jest determinowany przez geny, to czy oznacza to, że
istnieje bardzo ograniczona ilość genów i ich mieszanek? Zapewne tak jest,
tylko jak bardzo mała jest ta liczba, że tak często spotykamy podobnych ludzi.
Podobieństwo fizyczne to
nurtujący temat w jeszcze jednej kwestii – związków damsko-męskich. Udało mi
się zauważyć, że często w małżeństwach, tudzież parach, partnerzy są do siebie
fizycznie podobni. Niekiedy widać to od razu, innym razem trzeba się mocniej
przyjrzeć, by znaleźć wspólne cechy. Niby nic takiego – ot, dwoje ludzi się
kocha. A że są jakoś tam podobni wizualnie – kto by się przejmował! Ok. A co
jeśli szczęście gwarantuje nam podobieństwo. Generalnie są dwie szkoły. Z jednej
strony podobieństwom razem po drodze, w drugiej zaś, przeciwieństwa się
przyciągają.
Czy to możliwe, że jeżeli nie jesteśmy nasz
partner nie jest do nas podobny, to nie jest ten jedyny? Czy powinniśmy szukać
dalej? Czy podświadomie do założenia rodziny wybieramy naszych wizualnych
bliźniaków? Czy to jest gwarancją wiecznego szczęścia? Z całą pewnością nie
można uogólniać i ślepo podążać za wymysłami własnej wyobraźni. Istnieje jednak
prawdopodobieństwo, że natura sprytnie robi to za nas. Pierwsze wrażenie tak
bardzo się liczy! Nie każdy wzbudza w nas pozytywne emocje, nie z każdym chcemy
porozmawiać, umówić się na kawę. Do jednych nas ciągnie, na innych nawet nie
spojrzymy.
Ciężko stwierdzić coś
jednoznacznie, każdy ma własne przemyślenia. Moja teoria jest taka: Być może
dążymy do bliższego kontaktu, bo widzimy w tych ludziach siebie. A jak tu
siebie nie lubić! ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz